Powrót do Biogramy

Kalita Stanisław

Biografia

Kalita Stanisław urodzony 15 września 1937 r. w Pustkowie syn Antoniego i Bronisławy z domu Wojtaszek. Ukończył w 1954 r. Zasadniczą Szkołę Chemiczną w Pustkowie. Kolejno pracował w: Zakładach Zwalczania Szkodników Mącznych w Warszawie (lata 1960-1964 – kierowca), Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Transportu Handlu Wewnętrznego Warszawa-Wola (lata 1964-1965), Instytucie Badań Jądrowych Warszawa-Żerań-Świerk (1965 r.), Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Dębicy (lata 1965-1967), PKS Dębica (lata 1967-1969). Od 1970 r. rolnik, od 2002 r. na emeryturze.

We wrześniu 1980 r. wstępuje do NSZZ „Solidarność”. W październiku 1981 r. współtworzy NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Ziemi Mieleckiej, z siedzibą w Czerminie. W marcu 1981 r. uczestniczy w strajku rolniczym w Bydgoszczy, gdzie podczas sesji Wojewódzkiej Rady Narodowej 19 marca 1981 r., wbrew ustaleniom, nie zezwolono na wystąpienie delegacji NSZZ „Solidarność” i rolników domagających się zgody na utworzenie własnych związków zawodowych. Wielu działaczy zostało wtedy pobitych, m.in. Jan Rulewski (posłuchaj nagrań).

Zapis dźwiękowy z wydarzeń bydgoskich z 21 marca 1981 r.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Zapis dźwiękowy rozmów w Gdańsku z rządową komisją ekspertów z 1981 r.

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Od marca 1981 r. członek 45 osobowego Wojewódzkiego Komitetu Założycielskiego (WKZ) „Solidarność Wiejska” w Rzeszowie. Dnia 4 października 1981 r. współtworzy NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Ziemi Mieleckiej, z siedzibą w Czerminie. Wybrano skład jedenastoosobowego Zarządu Gminnego: Stanisław Kalita, Bolesław Działo (Szafranów, zastępca), Jan Smoleń (Czermin, skarbnik), Józef Sołtys (Ziempniów, sekretarz), Genowefa Wojdyło (Trzciana, funkcja rezerwowa), Władysław Sieńkowski (Otałęż, członek), Józef Dyndor (Breń Osuchowski, członek), Jan Masajada (Wola Otałęzka, członek), Władysław Masajada (Łysaków, członek), Władysław Soboń (Dąbrówka Osuchowska, członek), Mieczysław Klamut (Czermin, członek). Delegatami na Zjazd Wojewódzki wybrani zostali: Stanisław Kalita, Bolesław Działo, Władysław Sieńkowski i Stanisław Szkotnicki. Cały skład władz pozostawał w tajemnicy aż do 6 marca 1989 r. kiedy to postanowiono działać jawnie. W listopadzie 1981 r. jest jednym z organizatorów  i czynnych (m.in. Janusz Kopera, Kazimierz Bąk) uczestników strajku okupacyjnego Urzędu Gminy w Czerminie (dzięki niemu zachowało się do dziś sporo dokumentów, m.in.: teleksy). Od 1984 współtwórca i członek Tymczasowej Komisji Wykonawczej Ziemi Mieleckiej, członek regionalnych tajnych struktur NSZZ RI „Solidarność”. W latach 1989-1995 przewodniczący Gminnego Zarządu RI „Solidarność” w Czerminie, 1995-1998 wiceprzewodniczący, od 2004 r. członek Gminnego Zarządu. Twórca, wydawca, redaktor, drukarz biuletynu Tymczasowej Komisji Rejonowej NSZZ „Solidarność” pt. „Ziemia Mielecka” wydawanego w latach 1984-1989 oraz kolporter tekstów ulotnych. Współpracownik Biuletynu Informacyjnego RKW Rzeszów „Solidarność Trwa” (lata 1982-1985). Organizator w latach 1982-1989 siatki kolportażowej w rejonie Mielca i kolporter wydawnictw oraz prasy podziemnej NSZZ „Solidarność”, NSZZ RI „Solidarność”, Solidarności Walczącej i innej. Od kwietnia 1989 r. uczestniczył w pracach Okręgowego Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” w Mielcu przy przy organizowaniu strony społecznej w pierwszych wolnych wyborach do Sejmu i Senatu oraz wyborów samorządowych z 1990 r. Był wydelegowany do Okręgowej Komisji Wyborczej w Mielcu oraz był pełnomocnikiem do wytypowania członków komisji wyborczych w gminie Czermin.

Wywiad ze Stanisławem Kalitą

 

Internowanie

W dniu 13 grudnia 1981 r. po mszy udaje się w objazd rowerem po okolicznych wsiach, aby sprawdzić nastroje kolegów. W Czerminie zostaje zatrzymany przez milicję. Gdy znalazł się w służbowym pokoju, zastał komendanta Buczkowskiego wystrojonego w mundur galowy, na piersi pełno poprzypinanych świecidełek jak u Breżniewa, wyprężonego jak struna na baczność. Kalita tylko w takiej mizernej wieśniaczej kapocie, nijak tu nie pasował. Komendant uroczyście zakomunikował …”Dziś o północy na obszarze całego kraju został wprowadzony stan wojenny, itd.”…. Gdy komendant jeszcze ciągnął o restrykcjach wynikłych ze stanu wojennego, Kalita zerknął w bok i spostrzegł w kącie oparte trzy karabiny, a obok nich metalowa skrzynka chyba z amunicją do nich oraz dwie torby z gaz maskami leżące obok na podłodze. Z prawej zaś strony w drzwiach wyjściowych stał milicjant z przewieszoną przez ramie gaz maską, a u pasa zwisała mu dosyć długa gumowa pała, dłuższa od tych jakie do tej pory używali. Komendant kończąc recytację Dekretu o stanie wojennym, zapytał się: …”gdzie obywatel jeździł bez zezwolenia władz i w jakim celu”…. Kalita miał trochę problemów z wyszukaniem jakiejś logicznej odpowiedzi i po chwili namysłu odpowiedział …”Wie pan panie komendancie, mamy już bardzo starą krowę, która już prawie że nie daje mleka, a to co tam się czasem udoi, nie wystarcza dla wszystkich, natomiast w sklepach oprócz octu niczego zastępczego nie uświadczy więc wybrałem się raniutko w nadziei, że ktoś będzie miał jaką młodą krowę do sprzedania”…. Tego było już za wiele, bo komendant rąbnął pięścią w stół i ryknął rozdrażniony …”co mi tu za bzdury obywatel opowiada”…. Cała rozmowa trwała może z dziesięć minut i Kalita uznawszy, że mimo to nie jest aresztowany, dał do zrozumienia, że pora najwyższa się pożegnać i zabierając ze stołu swoją teczkę skłonił się nisko jego wysokości komendantowi, z zamiarem wyjścia. Ten na odchodne tytułem przestrogi dodał, że wszelka legalna działalność związkowa, jest surowo zabroniona. Uraziło to ambicję Kality i nie odwracając się, przez ramię odpowiedział …”w takim razie będziemy działać w podziemiu”…. Pozwolili wyjść. Nie zatrzymywany przez nikogo wyszedł z posterunku i wsiadł na rower. Zastanawiał się całą drogę, analizował przebieg całego wydarzenia i bał się, że to chyba jeszcze nie koniec na tym. Wrócił to Trzciany. W domu córka Wandzia podała obiad. Wtedy przyjechała milicja gazikiem. Z „gracją i honorami” zapakowano Kalitę do gazika i zawieziono na komendę w Mielcu. Zdążył tylko szepnąć żonie aby wszystkie materiały związkowe (zostały zabrane w ostatniej chwili z lokalu związkowego w Urzędzie Gminy w Czerminie) dała na przechowanie do sąsiada Tadeusza Łaza. Gdy tylko krata się za nim zamknęła Kalita znów usłyszał znajomą formułkę o stanie wojennym tym razem recytowaną przez nieznajomego mu milicjanta. Następnie podano mu dokument do podpisania na temat lojalności względem władz PRL. Zdecydowanie odmówił oświadczając …”Organizacja związkowa, którą reprezentuję, jest legalna i z własnej oraz nie przymuszonej woli do niej należę, więc jak dziś mam się od niej odżegnywać, polityki nie uprawiałem, tylko w ramach Statutu Związku zatwierdzonego przez Sąd PRL występowałem w obronie praw chłopskich. To nie my, to władze PRL nie dotrzymując podpisanych umów, zobowiązań, łamały prawo”…. Został aresztowany i noc spędził w piwnicznej celi komendy. Rano zostaje wyprowadzony z celi i znów przymuszany do podpisania lojalki. Ponownie odmówił …”nie mogę go podpisać bez konsultacji z radcą prawnym naszego Związku, taki mamy zwyczaj w niejasnych sprawach zwracamy się do niego o poradę”…. Zostaje przewieziony do Komendy Wojewódzkiej MO w Rzeszowie. Przejeżdżając przez miasto widział tu i ówdzie niesprawne pojazdy wojskowe popychane przez żołnierzy lub gdy jeden drugiego ciągnął na holu, albo na poboczu mechanicy pod uniesionymi maskami silników starali się usunąć awarię. Na dziedzińcu komendy był ruch i gwar, jak na jarmarku. Pełno wozów bojowych, przy radiostacjach przekrzykujący się operatorzy, karabiny maszynowe, kilka działek przeciwlotniczych różnego kalibru. W samym rogu dziedzińca stała kuchnia polowa, widocznie kucharze gotowali wojsku grochówkę, bo jej zapach unosił się w powietrzu wraz z zapachem tlącej się gumy z opon samochodowych dla podtrzymania ognia, widocznie znowu na czas nie dowieźli drzewa. W drugim rogu grupa żołnierzy w pełnym rynsztunku bojowym z hełmami maskującymi źle dopasowanymi, które stale opadały im na nosy, rozpinała nad radiostacją polową umieszczoną na samochodzie marki „ZIS”, siatkę maskującą dany obiekt wojskowy. Wojna na całego.

No i w tym rozgardiaszu stanął na bruku miejskim on Kalita, chłop z piętnem jeńca wojennego na przegubach rąk. Pomyślał sobie …”przecież Solidarność nie ma na stanie ani jednego samolotu, czy śmigłowca, może z odsieczą spodziewany jest amerykański desant”…. Konwojujący Kalitę postanowili zdjąć mu kajdanki, ale nie mogli, popsuły się. Z prawej ręki dały się odemknąć, a z lewej ani rusz, nie mogli przekręcić kluczyka mimo zaklęć. Zaczęto poszukania w sztabie specjalisty, który by się lepiej na tym znał. Przeprowadzano go z pokoju do pokoju, z piętra na piętro. W końcu wszyscy mieli już tego dosyć. Kalita nie mógł się powstrzymać od wyrażenia swojej opinii na temat sprawności sprzętu wojennego, użytego do walki z bezbronną ludnością, ale natychmiast spoważniał, gdy ZOMO-wiec wskazując ręką na zawieszoną u pasa gumową pałkę długości ponad pięćdziesiąt centymetrów, powiedział, „ale ten mamy bardzo sprawny”. W końcu zaprowadzono go do piwnicy gdzie rezydował rusznikarz. Ten po oględzinach stwierdził, że „radzieckie, inaczej nie da rady jak tylko młotkiem i przecinakiem”. I tak też uczynił. Po paru uderzeniach młotkiem i przecinakiem kajdanki puściły rękę Kality. Dochodziła już godzina 14. Przekazany został pracownikom bezpieki. Teraz miał przed sobą osobników nafaszerowanych moralnością socjalistyczną, którzy różnili się swoim postępowaniem, od dotychczasowych szeregowych „pał-kowników”, im wyższe piętro, licząc od piwnic sztabu dowodzenia, tym niższa „inteligencja”. Dopiero już o zmroku trafia przed oblicze przesłuchującego esbeka. Na jego pytanie o dane personalne, pełnioną funkcję w związku zawodowym, itd., Kalita odpowiadał wymijająco i nie ujawnia składu osobowego NSZZ RI „Solidarność” stwierdzając, że jest to sprawa związkowa i Statut związkowy nie przewidział obowiązku ujawniania takich danych komuś kto nie jest z nim związany. Esbek przerwał mu rozdrażnionym i pełnym groźby głosem, poradził mu ażeby zapomniał o Związku i jego Statucie, bo to już historia, a teraźniejszość jest taka, że to on decyduje na jakie pytania ma odpowiadać i jak. Teraz Kalita postanowił nie odpowiadać na żadne pytania. Po ostatnim przesłuchaniu zaprowadzono Kalitę do piwnicy. W celi zastał już kilka nieznanych osób. „O jeszcze jeden” przywitały go wesołe głosy. Nastąpiła seria pytań, o nastrojach wśród ludności, co przeskrobał jak go traktowano i czy ma papierosy. Około godziny 22 zapakowano ich wszystkich do więźniarki i zawieziono do Załęża k. Rzeszowa (patrz na galerię).

Dla przypomnienia przedstawiamPiosenki z archiwum stanu wojennego” oraz film Marii i Andrzeja Perlak „WRON-a tańczy na śniegu” ze spotkania internowanych w Uhercu.

Zostaje internowany – od 15 grudnia 1981 r. Wprowadzono ich do izby przyjęć, gdzie było już tłoczno od zatrzymanych. Powitaniom nie było końca, wielu się znało, można śmiało powiedzieć że wszyscy się znali. Padali sobie w ramiona ze łzami w oczach, jak gdyby to miało być powitanie pożegnalne może na zawsze. A tyle ich łączyło, tyle nadziei, wysiłku i starań tak brutalnie zostało zdławione. Wielu trwało przez długie chwile w objęciach, folgując uczuciom, nie kryjąc łez, starali się wzajemnie pocieszać, zadając sobie pytanie, co dalej. Zawsze w większej gromadzie raźniej. Kalita poczuł, że dotychczasowy strach odszedł i tu właśnie to – „co dalej”, kazało mu spojrzeć w przyszłość, bo do tej pory nie przyszło mu do głowy ażeby pomyśleć, że tam pozostały nadzieje tych, którymi w pewnym stopniu kierował. Tu widząc przedstawicieli wielu warstw społecznych przestawił się na inny sposób myślenia, jego ja straciło na znaczeniu. Wstyd mu trochę było, że od chwili zatrzymania, w niektórych przypadkach zachowywał się strachliwie bojąc się utraty swojej wolności. Medytacje przerwane zostały wywoływaniem nazwisk zatrzymanych, mających ustawić się w kolejce do stolika, przy którym pobierano odciski palców, jak od kryminalistów. Po dokonaniu tych czynności, znowu wyczytywano nazwiska według przygotowanych wcześniej list, dzieląc w ten sposób na grupy, mniejsze lub większe, które wnet były wyprowadzane przez strażnika więziennego na okratowany korytarz i rozprowadzane po celach więziennych, przestronnego więzienia. Zdaniem niektórych zatrzymanych, od dłuższego czasu przygotowywano miejsca na internowanie. Zwalniano więc osadzonych tu więźniów z mniejszymi wyrokami, dla uzyskania odpowiedniej „przestrzeni życiowej” dla internowanych. Jak się okazało później, internowano tu działaczy związkowych oraz KPN z różnych regionów Polski w tym blisko pół tysiąca z Polski południowej (patrz: Piotr Jaśkiewicz „Życie codzienne w ośrodkach dla internowanych w Polsce w latach 1981-1982„, lub dwutomowa książka Mirosława Lewandowskiego i Macieja Gawlikowskiego „Gaz na ulicach” o KPN w Krakowie w stanie wojennym 1981-1982, str. 180 do 215).

Dla przypomnienia o historii Solidarności dr. Leszek Pietrzak (Radio Maryja z 26 listopada 2015).

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.

Kalitę osadzono w pawilonie I oddział III cela 342. Siedzieli w sześciu: Józef Szczepański, Stanisław Hulek, Wacław Martyniak, Teodor Augustymowicz, Krzysztof Kozdraś. Wszyscy się znali jako członkowie Wojewódzkiego Komitetu Założycielskiego NSZZ RI „Solidarność” w Rzeszowie.

Ze wspomnień Stanisława Kalita czytam: …”Na początku stycznia zostałem przeniesiony do celi nr 320. Powodem było ciągłe „rozrabianie” w celi. Chodziło nam o spacer, którego byliśmy całkowicie pozbawieni. Nie mieliśmy prawa uczestniczyć także w nabożeństwach w niedziele i święta. Mogliśmy tylko wysłuchać mszy św z głośnika umieszczonego nad drzwiami cel. Wszystko to nas nie zadowalało. Waliliśmy więc pięściami w okute blachą drzwi celi. Echo po pustym korytarzu było dosyć potężne, co władze więzienne bardzo złościło. W jedną z niedziel po takim „koncercie”, klawisz otworzył drzwi, a za nim na korytarzu stało kilku ZOMO-wców, jeden trzymał rozwinięty wąż od hydrantu, pozostali w łapskach dzierżyli gotowe do użycia gumowe pały. W celi 320 siedzieli: Stanisław Dobosz, Robert Ozorowski, Jan Czajkowski, Janusz Kotulski. Od stałych bywalców, czyli więźniów odróżniał nas ubiór. Więźniowie mieli więzienne ubrania, internowani zaś swoje, takie w jakich ich przywieziono. Mimo to obowiązywał internowanych tak samo jak i ich regulamin więzienny, do którego nie mieliśmy ochoty się stosować. Zabronione było także głośne śpiewanie nawet pieśni religijnych przy otwartym oknie celi. Próby porozumiewania się pomiędzy celami poprzez otwarte okna, także były zabronione, strażnik na wieży obserwacyjnej zgłaszał każdy taki przypadek drogą radiową i kończyło się to czasem bardzo źle, przekonali się o tym internowani z województwa krakowskiego. Zostali pobici przez ZOMO dnia 19 stycznia 1982 r. Postanowiliśmy ogłosić protest głodowy bez względu na skutki. Kilka godzin trwało porozumiewanie się z sąsiednimi celami poprzez okna. Jedni byli za, inni byli temu przeciwni, ale większość ta bardziej buntowniczo nastawiona postanowiła zaprotestować gremialnie. Wyszliśmy z założenia, że im więcej nas będzie protestować, to klawisze nie odważą się użyć siły bo spirala protestu solidarnie zacznie narastać. I mieliśmy rację. Nie tylko nie użyto siły, ale po trzech dniach protestu, otrzymaliśmy wiadomość, że pobici powrócili z karceru do swych cel. Należy zaznaczyć, że nie zawsze towarzyszyły nam chwile pełne napięcia, były także i zabawne momenty. Pierwsze dni internowania upłynęły na zapoznawaniu się i ustaleniu obowiązków od których zależało bezkonfliktowe współistnienie w grupie. Rano nikt nikogo budzić nie musiał. Poranna toaleta, modlitwa, pozamiatanie celi przebiegało zawsze bez problemów, śniadanie podano do drzwi, jak było świńskie, to szło do zlewu, ażeby jak najmniej zostało odpadków dla tuczarni świń, jaką ten obiekt posiadał na własny użytek. Następnie czas oczekiwania, na spacer, na przesłuchanie przez esbeka, komentowanie wiadomości podawanych przez radiowęzeł lub opowiadanie historyjek, kawałów, gra w warcaby, czytanie prasy lub iskanie pcheł bo na zmianę bielizny pościelowej i osobistej jak i łaźnię, musieliśmy poczekać do drugiej połowy stycznia, lub początku lutego. Do takich zabawnych momentów o jakich wspomniałem, należały esbeckie przesłuchania, które urozmaicały nam monotonię internowania. Klawisz wywoływał jednego z nas i prowadził do osobnej celi, gdzie czekał pracownik SB, który na wstępie zapytywał o zdrowie, powodzenie, samopoczucie, jak troskliwy i litościwy ojciec. Wyglądało to na kpiny, ale nigdy nie okazywałem tego po sobie, że to tak odbieram zawsze podziękowałem za troskę, dodając że chyba wie gdzie się znajduję nie z własnej woli i przetrzymywany bez wyroku a więc bezprawnie. Jeżeli chodzi o wyrok to może mi załatwić – powiada – i wylicza mi moje grzechy popełnione względem władzy ludowej: Zbuntowanie mieszkańców okolicznych wiosek w celu zajęcia budynku Urzędu Gminy, nie wpuszczenie do niego pracowników, lekceważące ich potraktowanie przy drzwiach, rozpowszechnianie szkalujących Związek Radziecki publikacji”…

Po trzech miesiącach internowanie zostaje uchylone z dniem 17 marca 1982 r. albowiem władza komunistyczna – pod naciskiem opinii międzynarodowej – rozpoczęła sukcesywne wiosenne zwalnianie rolników. Pozostaje uciążliwe comiesięczne meldowanie się w Komendzie Wojewódzkiej MO w Rzeszowie – pierwsze 23 marca 1982 r.

NSZZ RI „Solidarność”

Stanisław Kalita w kwietniu 1982 r. rozpoczyna ponownie swoją opozycyjną działalność. Odwiedzał ukradkiem działaczy związkowych okolicznych wiosek, ażeby się zorientować na kogo może liczyć, co o tym wszystkim sądzą, jakie mają zamiary, siedzieć cicho godząc się z zaistniałą sytuacją czy nie. Niektórzy – były to wyjątki – obiecali w najbliższym czasie dać odpowiedź, pozostali bali się ze nim rozmawiać i radzili, by wracał do domu, bo skończy w więzieniu. Liczyć mógł tylko na Leszka Dziekana. W Mielcu nie znał nikogo oprócz Wiesława Moczulskiego. Ale ten był nadal nieosiągalny albowiem nadal był internowany w Załężu. Kalita wpadł na pomysł aby skontaktować się z Józefem Pelc (przewodniczący WKZ NSZZ RI „Solidarność”) zamieszkałym we wsi Grzegorzówka gmina Hyżne. W połowie lipca 1982 r. wybrał się na wizytę. Nie dojechał jednak do samej wsi Grzegorzówka z obawy przed wścibskimi oczyma miejscowych. Wysiadł z autobusu w Hyżnem. Na dziedzińcu kościelnym spotkał siostrę zakonną i okazując się dokumentami z internowania uzyskał informację jak bezpiecznie dotrzeć do zabudowań Józefa Pelc. Droga prowadziła polną dróżką i potem miedzami pól. Docierał tak do celu wielokrotnie przez nikogo nie widziany. Wspólnie z Józefem Pelc i Józefem Szczepańskim doszli do porozumienia. Utworzyli 1 sierpnia 1982 r. Regionalny Komitet NSZZ RI „Solidarność” Krosno-Przemyśl-Rzeszów. Informacja o składzie komitetu organizacyjnego i prezydium pozostała w tajemnicy. Informację o powstaniu Regionalnego Komitetu sam napisał już w domu, w 4 egzemplarzach (2 oryginały dla J. Pelc i 2 kopie dla siebie). Pieczątki wykonano mu w Mielcu za sprawą kontaktu poprzez Stanisława Łaza (brat żony). Pojechał szukać kontaktów do Warszawy. Nikogo z kolegów nie zastał więc zrezygnowany udał się do szwagra. Po drodze zapragnął wstąpić do kościoła na placu Trzech Krzyży. Spotkał w kościele młodego księdza. Przedstawił mu się, pokazał wypruty wcześniej zza podszewki marynarki druk informacji o powstaniu Regionalnego Komitetu NSZZ RI „Solidarność”, zwolnienie z Załęża, zaświadczenia z pracy w Warszawie. Ksiądz był ciekaw nastrojów na rzeszowszczyźnie. Stanisław Kalita przedstawił jedynie sytuację w WSK „PZL-Mielec” – o masowych zwolnieniach. Przekazał księdzu druk Informacji z prośbą aby zrobił co w jego mocy, co będzie uważał za słuszne. Ksiądz wypytywał go o jego parafię, kazał wracać do domu i czekać. Kalita do rodziny dotarł później. Szwagier mocno wystraszony, radził mu: „Wracaj do domu, jeżeli nie chcesz ponownie wrócić do więzienia, głową muru nie przebijesz”. Wrócił do Trzciany i czekał. Po paru dniach w niedzielę przejechało do niego dwóch panów. Starszy przedstawił się swoim dowodem osobistym jako Józef Teliga z Warszawy (ur. 9.09.1914, zm. 26.12.2007 – zdjęcie – były szef wywiadu AK i WiN w Okręgu Radomsko-Kieleckim w latach 1943-1945, pseudonim „Habdank”), a drugi znacznie młodszy nie przedstawiał się (później poznał go jako Józefa Baran z Zielonki koło Krakowa – reprezentował Rolniczą Solidarność). Obaj panowie wcześniej byli u księdza prałata Michała Winiarza (proboszcz w latach 1959-1994 w Trzcianie, zmarł 18 stycznia 2008 r. w Tarnowie, pochowany jest w podziemiach kaplicy na cmentarzu w Trzcianie). Józef Teliga pokazał Stanisławowi Kalicie dokument, który parę dni wcześniej zostawił księdzu w Warszawie – z pytaniem czy to poznaje. Stanisław Kalita stwierdził ostrożnie, że gdzieś to widział już – co wywołało lekki uśmiech przybyłych. Ostrożność Kality była podyktowana tym, że bezpieka mogła mu przysłać przecież przebierańców do domu. W konspiracyjnej działalności był wówczas zielony, nieprzygotowany i mógł łatwo trafić za kratki. Po obiedzie zaproponowali Kalicie spotkanie w Rzeszowie u Zbigniewa Sieczkoś. Stanisław Kalita znał go już wcześniej z obrad WKZ NSZZ RI „Solidarność” – więc szybko wyraził zgodę na spotkanie. Od Józefa Teliga otrzymał dokumenty o celowości składania przysięgi, sam tekst przysięgi i instrukcję wewnętrzną organizacji niepodległościowej Ogólnopolskiego Komitetu Oporu Rolników (OKOR). Dopiero wtedy doszli do porozumienia. Został zwerbowany do powstającej od sierpnia 1982 r. organizacji OKOR. Dostał zadanie stworzenia struktur podziemnych i poligrafii w regionie mieleckim. Celem OKOR było obalenie systemu władzy komunistycznej w Polsce metodami politycznymi, nie wyłączając jednak czynnego stosowania oporu, do osiągnięcia zamierzonego planu. OKOR ogłosił również, kontynuowanie działalności związkowej NSZZ RI „Solidarność”, poprzez tworzenie Duszpasterstwa Rolników w parafiach, we współpracy z duchowieństwem Kościoła katolickiego. Pierwsze Duszpasterstwo Rolników zostało zorganizowane w Krasiczynie koło Przemyśla, na początku grudnia 1982 r. Organizacja zbudowana była na wzór AK i jej członkowie działali w zaprzysiężonych piątkach i trójkach.

Tak z Trzciany do mieleckiego podziemia, Stanisław Kalita dotarł okrężną drogą przez Warszawę, Kraków i Rzeszów. Rozpoczyna budowę struktur konspiracyjnych postępując zgodnie z instrukcjami otrzymanymi od Józefa Teliga. Tak powstaje struktura konspiracyjna NSZZ RI „Solidarność” i OKOR, od 1 sierpnia do 28 września 1982 r. Sojuszników znalazł tylko w gminie Przecław. Od dnia 29 wrześniu 1982 r. już jest zaprzysiężonym działaczem OKOR. Uroczystość odbyła się w Zarzeczu koło Przeworska. Przysięgę złożyła grupa osób (m.in. Henryk Cząstka, Janusz Kopera, Józef Szczepański, Adam Bała, Józef Pelc) przed Józefem Baranem z OKOR. Sporządzono też listę nazwisk i ich pseudonimów. Listę tą zabrał ze sobą Józef Baran (lista zaginęła, trzy ostatnie nazwiska w uzupełnieniu za książką Michała Stręka „Świadectwo Sprzeciwu i Oporu 1981-1989”, strona 101). Od momentu zaprzysiężenia rozpoczęła się już budowa struktur podziemnych na terenie Mielca i okolic. O wszystkim powiadomiony był szef rzeszowskiego podziemia Zbigniew Sieczkoś. Teraz Kalita sam odbierał przysięgę od innych osób m.in. Bogusław Pieróg (Złotniki), Marian Strycharz, Józef Buczek i Anna Paprocka (Mielec), Józef Leś, Tadeusz Napieracz, Leon Krużel, Jan Dziekan, Leszek Dziekan, Jan Adam Dziekan (Trzciana), Józef Dyndor (Breń Osuchowski), Józef Sołtys (Ziempniów), Bolesław Działo, Jan Piechota (Szafranów), Jan Masajada, Jan Adamczyk (Wola Otałęzka), Edward Ździebło, Władysław Wróbel (Otałęż). Każdy z nich tworzył dalej swoją grupę i odbierał przysięgę, której Stanisław Kalita już nie musiał znać. Z imienia i nazwiska znała się tylko dana grupka w obrębie trzech do pięciu osób. Dalej znajomość ograniczała się do pseudonimu. Na tym polegała konspiracja. Poprzez łącznika Eugeniusza Błachowicza grupa z Trzciany pod przewodnictwem Stanisława Kality kontaktowała się z grupą z Przecławia pod przewodnictwem Janusza Kopery. W 1983 r. był jednym z uczestników ogólnopolskiego spotkania działaczy NSZZ „Solidarność” i NSZZ RI „Solidarność” w Domu Rekolekcyjnym Sióstr Karmelitanek w Czernej k. Krakowa. Była wtedy wielka obława SB na uczestników. Aresztowano m.in. Janusza Koperę. Grupie pochodzącej z Czermina: Stanisławowi Kalicie, Józefowi Leś, Tadeuszowi Napieracz i Genowefie Myjak – udało się uniknąć aresztowania. Z zasad konspiracyjnych Stanisław Kalita wymyślił sobie też legendę do kontaktów w Mielcu i dalszych. Przy pytaniach o termin dostawy kolejnej bibuły, gdzie drukowana, itp. informował zebranych, że w terenie rozlokowane są już punkty druku bibuły i wymieniał miejscowości gdzie miałyby one być – bez Trzciany oczywiście. Legendę taką podał do wiadomości podczas spotkania ścisłej grupy mieleckich działaczy w Mielcu.

Drukarnia

Od warszawskich opozycjonistów dostał zadanie utworzenia poligrafii w rejonie mieleckim. Miał wcześniej ugadanego w Dębicy na drukarni znajomego drukarza, ale ze względu na odległość i proces techniczny druku – zrezygnował z jego usług. Wpadł na pomysł wykonania czcionkowej drukarki we własnym zakresie. Korzystając z utworzonych podziemnych struktur, zamówił w WSK „PZL-Mielec”, grawerowaną na aluminiowej płytce matrycę abecadła do odlewu czcionek gumowych, która dotarła do niego pod koniec 1983 r. Ponieważ sam wykonywał usługi wulkanizacyjne, więc nie miał z tym większego problemu. Uczył się od podstaw metody Gutenberga. Odbijał litery i tworzył teksty. W 1984 r. rozpoczął druk pierwszych ulotek i gazetki „Trwam” odbijanych metodą Gutenberga, w Podziemnej Drukarni Polowej „Solidarność” – o nazwie „Bory Tucholskie”. Drukowane były na okoliczność wyborów do Rad Narodowych. Jedna z nich ośmieszała premiera Mieczysława Rakowskiego, który w telewizji zachwalał Rady Narodowe. Kalita dopisał im smutną rzeczywistość: „Te nowe rady to wielka zmiana, na miejsce durnia wybierzem bałwana” i podpisał „Mieczysław Rakowski”. Ponieważ grawer z WSK „PZL-Mielec” nie mógł wykonać jednorazowo całości ze względu na swoje bezpieczeństwo, to podzielił pracę na poszczególne segmenty. Za każdym razem rylec różnie mu się zagłębiał, co sprawiło że czcionki były nie równe i po odbiciu każdy tekst ulotki należało poprawiać długopisem. Poprawianiem tekstu zajmowała się żona. Metoda druku Gutenberga była bardzo prymitywna, żmudna, uciążliwa. Pozwalała na druk śladowych ilości ulotek. Ale i tak pierwsze ulotki ukazały się na terenie Ziemi Mieleckiej na początku 1984 r. Nie krył radości i zadowolenia, gdy z WSK „PZL-Mielec” dochodziły wieści, że SB węszy na poszczególnych wydziałach, gdzie najwięcej ich było porozrzucanych. Pewnego majowego dnia odwiedził go w Trzcianie esbek (ten sam co go zatrzymywał 13 grudnia 1981 r.) i wypytywał w jaki to sposób ulotki dotarły do wsi i okolic. Stanisław Kalita oczywiście nic na ten temat nie powiedział. Ale ta wizyta nieco go zaniepokoiła. Coraz częściej zaglądali do niego różni mieszkańcy Trzciany, którzy wcześniej go omijali, bo nie mieli do niego żadnego interesu, lub ich poglądy mocno się różniły. Pod pretekstem zamówienia jakiejś usługi, starali się go delikatnie wybadać. Później po wielu latach gdy odtajniono mu akta IPN, okazało się co ich sprowadzało. Musieli wykonać zadanie zlecone przez SB. Z chwilą gdy uaktywniła się SB, Stanisław Kalita musiał się przyczaić, bo powrót do Załęża nijak mu nie odpowiadał. Brakowało tam rosołu z makaronem i zapiekanego koguta. Mawiał z przekąsem – „Lepszy na wolności kęs byle jaki, jak w niewoli przysmaki”. Chwilowo nie pokazywał się na spotkaniach konspiracyjnych w Mielcu, do Rzeszowa gdy zachodziła konieczność, wysyłał żonę. Po jednym z takich spotkań, Stanisław Kalita otrzymuje zaproszenie od Zbigniewa Sieczkoś, na kurs „zawodu” konspiracyjnego drukarza. Tak nawiązał kontakt z Ryszardem Rogozińskim, który przeszkolił go w powielaniu metodą białkową. Ryszard Rogoziński dał mu trochę farby, pudełko pasty Komfort, pokazał jak wykonać ramkę oraz jak się wałkiem posługiwać. Mógł drukować teraz setki stron. Pod koniec 1984 r. Kalita miał już wszystkiego powyżej uszu, nie miał zamiaru dalej w takich warunkach prowadzić tej zabawy, ciągle w napięciu wykrycia drukarni. Był też i inny powód – techniczny. Było zimno, farba nie chciała przechodzić przez matryce, nadmuch ciepłego powietrza przewracał kartki papieru i wysuszał matryce (patrz na galerię „Ziemia Mielecka”). Drugą podziemną drukarnią w tym rejonie, była drukarnia w Wadowicach Górnych pod kierownictwem Adama Krawca i wydająca m.in. biuletyn „Ziemia Tarnowska”.

Tak zrodził się pomysł bunkra z dobrze zamaskowanym wejściem. Pierwsze prace przy jego budowie rozpoczął w listopadzie 1984 r. Powoli krok po kroku, w rogu stodoły przylegającym do budynku gospodarczego, wykopał ręcznie miejsce pod bunkier o średnicy 3 metrów i wysokości 1,7 metra. Zima mu sprzyjała bo nie było śniegu, ani mrozu. Kopał głównie nocami wynosząc wiadrami ziemię na pole za stodołę, około 100 metrów od zabudowań. Rozsypywał ziemię na wcześniej przygotowany rejon pola. Wierzchnią ziemię rozgrzebywał i w to miejsce sypał ziemię z wiader i ponownie zasypywał to miejsce ziemią rodzimą z pola. Wszystko po to aby nikt nie zauważył nowej ziemi o innym zabarwieniu niż samo pole. W ten sposób „bardzo uczynni” sąsiedzi nie mieli zapytań. Dół w stodole na dzień przykrywany był słomą. Wykop oszalował deskami pod wylewkę betonową, a od wewnątrz zrobił mur z cegieł. Dopiero między takie oszalowanie wlał beton. Beton mieszał ręcznie pomimo tego, że posiadał własną betoniarkę. Gdy beton dobrze stwardniał to poukładał nad stropem bunkra bardzo dużą ilość bel słomy po sam sufit stodoły. O pozwolenie na budowę z wiadomych względów nie mógł się ubiegać. Więc i nie było możliwości legalnego nabycia materiałów. O wszystko musiał się starać sam. Odkupował w województwie tarnowskim po cichu od znajomych magazynierów w GS-ach, cement i inne potrzebne materiały. Brakujące materiały (cegła, cement, deski) użyczał mu także brat żony Stanisław Łaz. I tak powstał bunkier z betonową podłogą i ścianami. Założył wentylację i oświetlenie. Wejście do niego wykonał przy ścianie w szopie. Wąski tunelik 50×60 cm – przypominający do złudzenia studzienkę ściekową – o głębokości 4 stopni metalowej drabinki, z odstojnikiem wody na podłodze. Sam wlot zakrywany był trzy segmentową klatką dla królików specjalnie wykonaną z grubego stalowego kątownika i siatki drucianej. Betonowe ścianki pomalował roztopionym asfaltem aby nie różniły się gdyby ktoś zaglądał. Klatka była trudna do przesunięcia z powodu jej dużych rozmiarów, a tym samym była ciężka, co dawało mu całkowitą pewność, że nikt obcy nie zechce jej przesunąć. Jemu pozwalała wchodzić do studzienki bo była niska, od ziemi około 50 cm. Jednocześnie pozwalała mu na swobodne odchylanie dna, które było na zawiasach. Przed wejściem do środka, wystarczyło przełożyć królika do sąsiedniej klatki, odgarnąć trochę słomy i odchylić dno, wysunąć schody i schodząc w dół opuścić nad sobą dno wraz ze słomą. Będąc już w środku, zasuwał za sobą schody i mógł się czuć bezpiecznie. Zawsze musiał dbać o to, ażeby we wszystkich segmentach klatki słoma była świeża. Wychodząc na zewnątrz upewniał się czy w pobliżu nie ma nikogo, nasłuchując jak się zachowuje pies, który miał budę w pobliżu. Żona także czuwała nad jego bezpieczeństwem bo gdy pies bardzo nerwowo szczekał, wychodziła z mieszkania i uspakajając psa dawała mu znać, że jest ktoś obcy w pobliżu. Niezbędne było wykonywanie też innej czynności. Każdego dnia zbierała się w studzience woda, którą musiał wiaderkami czerpać, bo po tygodniu poziom był wystarczająco duży ażeby nalało się do butów, ale w miarę jak ubywało jej w studzience, to z posadzki także spływała. Od czasu do czasu należało wlać do studzienki wiaderko gnojowicy z obory, ażeby podkreślić znaczenie studzienki ściekowej. Przy zasuniętych szczelnie schodach, zapachu gnojowicy nie było tak czuć, ponieważ zapach farby drukarskiej i rozpuszczalników był mocniejszy. Po dłuższym pobycie w bunkrze zawsze go bolała głowa. W ten sposób nawet wnikliwa kontrola esbeków nie wpadła by na myśl aby schodzić w głąb tunelu. Smrodek gnojówki mówił sam za siebie.

Teraz mógł odetchnąć i drukować bez większych obaw nakrycia drukarni. Miał do dyspozycji dwie zdezelowane wymagające ciągłych napraw maszyny do pisania i samodzielnie wykonane matryce. Najbliższy punkt naprawczy miał w Dębicy, gdzie w konspiracji naprawy robił zaufany pracownik. Zmorą bunkra była ciągle podmakająca podłoga. W tej drukarni pracował sam głównie nocą. Otrzymuje ponowne zaproszenie do Ryszarda Rogozińskiego. Tym razem postanowiono przeszkolić Kalitę na sitodruk, bo to bardziej nowoczesna metoda i wydajniejsza. Na szkolenie do Rzeszowa pojechał z Januszem Koperą i Stanisławem Głodzikiem. Szkolenie trwało dwa dni bez przerwy. Nawet mało spali bo szkoda było czasu. Po powrocie, umieścił na ostatniej stronie czwartego grudniowego wydania „Ziemi Mieleckiej” wzmiankę, że zostaje zmieniona technika druku od przyszłego roku. Sitodruk dla Kality był trochę kłopotliwy, ale pozwalał na odbijanie dowolnej ilości bibuły, pod warunkiem, że udała się matryca. Kłopot polegał na braku obeznania z techniką fotograficzną. Mógł kontynuować dzieło psucia nerwów bezpiece dzięki Stanisławowi Skrzypkowi z Podola koło Przecławia. Znał go od dawna jako członka rodziny i pracownika dochodzeniówki w Powiatowej Komendzie MO w Dębicy i Mielcu, w randze porucznika. Był już na emeryturze. Stanisław Kalita zaproponował mu współpracę. Odebrał od niego przysięgę. Dostarczał mu teksty i odbierał gotowe diapozytywy, które odbijał na matrycy sitodrukowej już w domu. Miał spore braki szyfonu i aby drukować musiał wywabiać stare już używane. Z tego powodu zachowało się do dnia dzisiejszego tylko kilka tak wydanych biuletynów. Posklejały się także mikrofilmy – pozostał tylko jeden z 1988 r.

Z powodu okresowego braku doniesień od terenowych działaczy dużo dokonywał przedruku z prasy podziemnej jaka docierała do niego z wielu Regionów. I tak do dziś zachowała się inna bibuła w ilości po kilka sztuk z wielu rejonów Polski. Były to: „Aktualności” (Serwis Informacyjny Regionalnego Komitetu „Solidarności” Małopolska), „Głos Śląsko-Dąbrowski” (Pismo NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego), „Hutnik” (Pismo członków NSZZ „Solidarność” Huty im. Lenina w Krakowie), „Janosik” (Pismo NSZZ „Solidarność” Nowy Targ współpracujące z MKR Małopolska), „KURIEREK” (Serwis Informacyjny Terenowej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność” Bochnia-Brzesko; wydawana w drukarni „LWÓW” im. gen. Okulickiego „Niedźwiadka”), „TYGODNIK MAZOWSZE” (najważniejsze i najpopularniejsze pismo informacyjne podziemnej „Solidarności” wydawane w Warszawie od 11 lutego1981 ” 12 kwietnia 1989), „TARNINA” (Biuletyn Tarnowskiej Solidarności Robotników i Chłopów), „ŻĄDŁO” (Biuletyn Informacyjny Terenowej Komisji Wykonawczej w Leżajsku; wydawany w drukarni „LWÓW” im. Orląt Lwowskich), „Górnik Polski” (Pismo Krajowej Komisji Koordynacyjnej Górnictwa NSZZ „Solidarność”), „MAŁA POLSKA” (Pismo niezależne, wydawca PAP – Polowe Archiwum Prasowe Kraków, Małopolska), „Manifestacja Gliwicka” (Biuletyn Gliwickiej Delegatury RKW NSZZ „Solidarność”), „NOWA HUTA” (Pismo Zakładów Pracy Nowej Huty), „Solidarność Dolnego Śląska” (Nieperiodyczna gazeta informacyjna RKS NSZZ „Solidarność” Dolnego Śląska), „Solidarność Zwycięży” (Serwis Informacyjny Tajnej Komisji Robotniczej Hutników KM HiL w Krakowie), „Toruński Informator” (Pismo RKW NSZZ „Solidarność” Regionu Toruńskiego), „Z DNIA NA DZIEŃ” (Serwis Informacyjny Regionalnego Komitetu Strajkowego NSZZ „Solidarność” Dolny Śląsk). Przy braku informacji mieleckich stanowiły one materiał na kolejne wydania „Ziemi Mieleckiej”. Potem jeden egzemplarz pozostawiał w swoim archiwum, a resztę puszczał w dalszy obieg czytelników. Tylko dzięki bunkrowi zachowały się do dnia dzisiejszego. Są to rarytasy albowiem jest ich po kilka sztuk w Polsce. Dziś zostały zafoliowane. Większość z nich będzie przekazana do mieleckiego Muzeum Regionalnego (patrz na galerię). Od 1985 r. wydawane były ulotki na okoliczność bojkotu obchodów 1-Maja i wyborów 13 października. Ulotki te rozprowadzane były w Mielcu i okolicach przez: Mariana Strycharza, Stanisława Stachowicza, Urszulę Gruszecką, Ryszarda Sokólskiego, Ryszarda Skórę, Tadeusza Weryńskiego (za książką Michała Stręka „Świadectwo Sprzeciwu i Oporu 1981-1989”, strona 126). Po ukazaniu się 14 i 15 czerwca ulotek, za donosami tajnych współpracowników SB aresztowało: Jana Ziętka, Jana Madeja (zwolniony na mocy amnestii 26 lipca 1984 r.), Ryszarda Zaborniaka z WSK „PZL-Mielec”, Stanisława Przebieglca z Spółdzielni Rzemieślniczej w Mielcu, Zdzisława Jóźwiaka bez pracy (za publikacją IPN Dariusza Iwaneczko „Opór społeczny a władza w Polsce południowo-wschodniej 1980-1989” strona 347 i 348). 

Jedna z ulotek wykonana jest ręcznie na matrycy z powodu uszkodzenia maszyny. Zmieniła się nazwa drukarni na Podziemna Drukarnia Solidarności „ŚWIT”.

Po raz pierwszy drukarnia była blisko wpadki w styczniu 1985 r., gdy kręcił się wokół niego „opozycjonista” z Mielca ps. „Jarek” (odtajniony przez IPN – Wilhelm Dudek, t.w. „Drozd”, w podobnej sytuacji w tym czasie był Józef Malczyński). Kalitę uratowały ścisłe zasady konspiracji i przysięga jego współpracowników. Latem 1988 r. tylko przypadek uratował Kalitę przed wpadką jego drukarni. Rano wraz z żoną wyjechał samochodem ciężarowym do lasu po drzewo. Samochód załadowany drzewem jednak zakopał mu się na bezdrożach leśnych. W tym czasie na jego posesję najechali esbecy. Przeszukiwali dom i zabudowania. Nic nie odkryli. Ukryci czekali na powrót Kality. Nie doczekawszy się jego powrotu, odjechali ok. godziny 16. A sam Kalita męczył się nad odkopaniem samochodu z przygodnie spotkanym traktorzystą. Dopiero po 17 samochód został wyciągnięty z piasku. Ślad po tej akcji znajduje się w archiwach IPN – dokument pod nazwą „Plan działań operacyjno-śledczych…” z 3 czerwca 1988 r. U Stanisława Kality byli prawdopodobnie 16 czerwca 1988 r. w składzie 4 osób (m.in. Bogusław Bereszyński, Kazimierz Wozowicz z Rzeszowa). Przeszukania dokonywano nie tylko u Kality ale też u Władysława Dziekana z wykorzystaniem doniesień o.z.i. „Stefan” (Eugeniusz Leś) i „Roman” (Kazimierz Szkotnicki) z Trzciany.

Był nie tylko twórcą, redaktorem, drukarzem i wydawcą. Organizował także w latach 1982-1989 siatkę kolportażową w rejonie Mielca i kolportował bibułę NSZZ „Solidarność”, NSZZ RI „Solidarność”, Solidarności Walczącej m.in. „Galicja” i innej (nie tylko tym regionie). To co robił nie byłoby możliwe bez pomocy innych. Trzy osoby tylko wiedziały o jego bunkrze – żona Pelagia, brat żony Stanisław Łaz i kuzyn Stanisław Skrzypek. Publikowane też były teksty podpisywane tylko pseudonimami od Stanisława Stachowicza i Ryszarda Sokólskiego z Mielca (za książką Michała Stręka „Świadectwo Sprzeciwu i Oporu 1981-1989”, strona 87) oraz Janusza Kopery ps. „Cichy” z Białego Boru.

Kolportażem zajmowały się 3 osoby z Trzciany m. in. Józef Leś (obecnie USA) czy Leon Krużel. Kurierzy przewozili bibułę „Ziemia Mielecka” do Stanisława Stachowicza, Stanisława Leśniaka, Józefa Malczyńskiego – z Mielca. Oni rozprowadzali je dalej po Mielcu i do innych miejscowości. W bibułę zaopatrywały się bezpośrednio u niego także inne miejscowe zaufane osoby (m. in. Jan Adamczyk z Woli Otałęzkiej, ojciec Antoni Kalita, Józef Krzemiński z Mielca. Prawą ręką w wielu sprawach był Jan Dziekan z synami Adamem i Leszkiem. Przestrzegał Kalitę przed potencjalnymi konfidentami i ormowcami, albowiem znał ludzi z Trzciany i okolic. Adam Dziekan pomagał finansowo na zakup materiałów do drukarni, na bilety i jedzenie dla wyjazdy działaczy, itp. Pomocą służył także ks. Michał Winiarz udostępniając salkę na plebanii do spotkań naszych związkowców z członkami „Solidarności” z innych rejonów kraju, organizując pielgrzymki do Częstochowy oraz wspierał dobrym słowem czy poradą.

Czasy obecne

Jest fundatorem pomnika ks. Jerzego Popiełuszki na cmentarzu parafialnym w Trzcianie. W październiku 1985 r. – w pierwszą rocznicę zabójstwa – członkowie „Solidarności” wykonali i wkopali brzozowy krzyż opasany grubym sznurem konopnym ze zdjęciem księdza i napisem. Z upływem czasu brzozowy krzyż niszczał i był ciągle wymieniany na nowy. W 1989 r. zastąpiono drewniany krzyż trwałym pomnikiem z ogromnego kamienia uzyskanego w lasach Nadleśnictwa Tuszyma. Prace wydobywcze kamienia na pomnik wykonano społecznie za zgodą Zygmunta Jurasza ówczesnego nadleśniczego. Fundatorem nowej tablicy był ks. prałat Michał Winiarz (ówczesny proboszcz parafii, jest pochowany w krypcie kaplicy na cmentarzu w Trzcianie). Inicjatorami i wykonawcami pomnika byli: Stanisław Kalita, Jan Dziekan, Czesław Grzelak, Henryk Leś, Józef Kozioł, Ryszard Kuza i wielu innych anonimowych parafian. SB oficjalnie nie interweniowała, krzyż i pomnik przetrwał trudne czasy otoczony opieką mieszkańców Trzciany. Na uroczystość 25 rocznicy śmierci ks. Jerzego Popiełuszki – Stanisław Kalita przy wsparciu ks. Stanisława Duszkiewicza (byłego proboszcza parafii w Trzcianie, obecnie emeryta w Chorzelowie) – ufundował nową tablicę pamiątkową (odlew z brązu z popiersiem ks. Jerzego, koszt ok. 2000 zł). W dniu 18 października 2009 r. została ona uroczyście poświęcona. Na uroczystości obecne były delegacje rolników, działaczy niepodległościowych (m.in. Janusz Kopera, Kazimierz Bąk) z okolicznych miejscowości i Rzeszowa. Ks. Jerzy Popiełuszko pośmiertnie w 25 rocznicę śmierci został odznaczony przez Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego (posłuchaj poniżej). Z rąk Prezydenta RP odebrała order mama ks. Jerzego i od razu przekazała do muzeum upamiętniającego jego życie i posługę (patrz na galerię).

Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.


W marcu 2003 r. IPN przyznał mu status pokrzywdzonego. Rozpracowywany od 30 kwietnia 1981 r. do 12 maja 1986 r. ramach SO krypt. „Solidarność Wiejska” (przewodniczący Komitetu Gminnego NSZZ RI „S” w Czerminie). Sprawa dotyczyła nieformalnych struktur samorządowych na wsi oraz NSZZ RI „Solidarność”. Dnia 17 marca 1981 r. sprawę przerejestrowano do numeru Rz-16455 i przekazano do Wydz. IV w celu dalszego prowadzenia (IPN-Rz-053/59 250/IV t. 1-3, 5-6.). Internowany od 16 grudnia 1981 r. (zatrzymamy przez MO już 13 grudnia) do 17 marca 1982 r. z powodu podejrzenia, iż będzie „prowadził działalność zagrażającą interesom bezpieczeństwa Państwa” (IPN-Rz-052/745 7688/III oraz IPN-Rz-52/576 t. 3, IPN-Rz-52/223, IPN-Rz-52/561). Kontrolowany od 23 marca 1982 r. do 30 listopada 1989 r. w ramach KE krypt. „Klon” z powodu „wrogiej” działalności przeciwko władzy i administracji państwowej oraz z powodu kolportażu „nielegalnych” materiałów (IPN-Rz-044/1101 (18346/II). Występuje w okresie od 19 marca 1983 r. do 30 lipca 1986 r., w SOS/SOR krypt „Lampa” jako członek Terenowej Komisji Rejonowej NSZZ „Solidarność” – Ziemia Mielecka, nawołujący do bojkotu wyborów w roku 1985. Sprawa dotyczyła Regionalnej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność” w Mielcu w skład której wchodził m.in. S. Kalita (zmiany kategorii sprawy z SOS na SOR dokonano 05 kwietnia 1983, IPN-Rz-044/506 17720/II t. 1, 3.). Występuje w okresie od 17 czerwca 1986 r. do 17 listopada 1989 r., w SO krypt. „Relikt” jako „ekstremalny działacz b. NSZZ RI S” i przewodniczący niezależnego samorządu wiejskiego. Sprawa dot. NSZZ RI „Solidarność” oraz Duszpasterstwa RI na Rzeszowszczyźnie. Występuje w okresie od 24 czerwca 1988 r. do 23 stycznia 1990 r., w SOR krypt. „Rak” jako wykonawca i kolporter ulotek wzywających do strajku oraz bojkotu wyborów do Rad Narodowych (1988). Sprawa dotyczyła rozpracowania działalności „Solidarności” na terenie Mielca oraz utworzenia Komitetu Obywatelskiego przed wyborami parlamentarnymi. Jego sprawę umieszczono w internetowym katalogu BIP IPN.

Tak Stanisław Kalita dowiedział się, że miał aż 78 opiekunów, w tym 39 tajnych współpracowników. Są wśród nich ówcześni działacze związku. Część nazwisk już poznał, o odtajnienie pozostałych toczył boje z IPN. Nie pomogło odwołanie do prezesa IPN Janusza Kurtyki, poszedł więc do sądu administracyjnego, który 2 grudnia 2008 r. oddalił jego zażalenie. Nie czekając na rozstrzygnięcie, rozszyfrował sam kilku agentów. Jeden sam mi się przyznał i przeprosił w kościele (patrz na galerię). W wrześniu 2008 r. przekazuje w darze do IPN w Rzeszowie, oryginały pism „Ziemi Mieleckiej”, odezw, matryc metalowych, urządzenia drewnianego do druku metodą białkową, matryc metalowych służących do odlewania pieczęci gumowych, matryc białkowych i sitodrukowych. W 2009 r. zebrał pozostałe archiwalia, oprawił je w folię, potem w samodzielnie wykonane tablice z opisami. Wystawił wszystko w czerwcu na okolicznościowej wystawie w biurze poselskim Krzysztofa Popiołka (PiS) w Czerminie.

Przez lata żył w zapomnieniu ze skromniutkiej renty. Z przykrością dowiadywał się, jak wiele lat inni wypinali piersi do orderów. Niektórzy nawet przypisywali sobie to, co robił Kalita. Dopiero w 2008 r. premier Jarosław Kaczyński w ostatnim dniu urzędowania przyznał mu specjalną rentę. Dwa tygodnie później Kalita dostał pismo z kancelarii Donalda Tuska. Zażądali dodatkowych dokumentów. Poczuł, że chcą mu odebrać rentę. Dosłał, o co prosili i podziękował za troskę (patrz na galerię).

Dnia 7 września 2008 r. w 30 rocznicę powstania Komitetów Samoobrony Chłopskiej oraz Tymczasowego Komitetu Niezależnego Związku Zawodowego Rolników, postanowieniem Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego z 3 września 2008 r., zostaje odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (Monitor Polski z 2009 r. nr 28 poz. 384). Uroczystości odbyły się w Zbroszy Dużej. W imieniu Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego, ordery wręczył Doradca Prezydenta RP Marek Surmacz. Stanisław Kalita był też członkiem komitetu honorowego. Zainteresowała się też prasa.

Za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w Polsce, odznaczeni zostali:

Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski:

    Wacław Młodzianka

Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski:

    Edward Koleja
    Wiesław Wiewióra
    Zofia Baran (pośmiertnie)

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski:

    Stanisław Kalita
    Stanisław Kamil Kosch
    Kazimierz Kowalczyk
    Marian Jan Kurzyna
    Marianna Skowrońska
    Maria Szczygielska

Marek Surmacz odczytał również list Prezydenta RP do obecnych na uroczystości: …”Serdecznie pozdrawiam uczestników i organizatorów uroczystości w Zbroszy Dużej, która odbywa się w 30. rocznicę powołania Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej. Witam także twórców Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Lubelskiej, Tymczasowego Komitetu Niezależnego Związku Zawodowego Rolników powstałego w Lisowie oraz Komitetu Samoobrony Chłopskiej Ziemi Rzeszowskiej. Pragnę przekazać wyrazy głębokiego szacunku wszystkim, którzy pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku rozpoczęli budowę chłopskiego ruchu solidarnościowego. To ważny moment w historii naszej walki o suwerenność i podmiotowość narodu. Z satysfakcją objąłem honorowym patronatem dzisiejsze uroczystości w Zbroszy Dużej, upamiętniające jedność polskiej wsi w dążeniu do tego, by mieć równoprawny udział w tworzeniu własnego demokratycznego państwa. Poświęcenie i wysiłek uczestników ówczesnych wydarzeń zwieńczony został w 1981 roku zarejestrowaniem Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Powstanie Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych było wielkim osiągnięciem demokratycznej opozycji w jej długotrwałej walce o wolną i niepodległą Polskę i odbudowanie prawdziwie niezależnej organizacji reprezentującej polską wieś. Polscy chłopi zajmują szczególne miejsce w dziejach polskiego patriotyzmu i duchowego trwania narodu. Żywili i bronili. W latach powojennych indywidualna gospodarka chłopska oparła się kolektywizacji, a polska wieś pozostawała ostoją tradycji i wiary, pielęgnując ojczyste obyczaje i trwając w szacunku dla instytucji rodziny. W ciągu prawie półwiecza chłopi nie dali się wtłoczyć w karby tworzone przez represyjny system ludowej Polski. Mieli znaczący udział w politycznym oporze przeciwko narzuconej władzy w latach czterdziestych, uczestnicząc w powojennym podziemiu antykomunistycznym. Budując kościoły, kaplice, tworząc punkty katechetyczne, opierali się ideologicznemu naporowi państwa, dla którego tradycje patriotyczne i przeżycia duchowe były prawdziwym zagrożeniem. W 1978 roku dokonał się ważny przełom w życiu polskiej wsi. Siła, samoorganizacja i determinacja społecznego oporu środowisk chłopskich dały swój wyraz w protestach przeciwko pogarszającym się warunkom życia, nadużyciom władzy, łamaniu prawa, przeciwko wszechogarniającemu kłamstwu. Tak działo się w Zbroszy Dużej, w której powstała jedna z pierwszych organizacji chłopskiego ruchu solidarnościowego. To tutaj miejscowi rolnicy zjednoczyli swe siły tworząc Komitet Samoobrony Chłopskiej Ziemi Grójeckiej. Niezwykle ważnym rozdziałem tego wspólnego działania był czas budowy kościoła pod duchowym przywództwem księdza Czesława Sadłowskiego. Protest samoobrony chłopskiej w Zbroszy Dużej zapoczątkował powstawanie struktur solidarności wiejskiej w całej Polsce Wschodniej. Podobne komitety i ruchy rolnicze zaczęły powstawać również w innych regionach kraju, tworząc niezależny i samorządny ruch chłopski, występujący w obronie mieszkańców wsi. Komitety samoobrony chłopskiej, przekształcone potem w Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Indywidualnych, uzmysławiają nam, że polscy chłopi nigdy nie zostali pozbawieni poczucia godności i siły. Znajdując oparcie w tradycyjnych wartościach, określających kształt polskiego patriotyzmu, stali się współtwórcami rewolucji „Solidarności”, a w 1989 roku budowniczymi wolnej Rzeczypospolitej. Szanowni Państwo! Mają Państwo ogromny udział w polskich przemianach, w powstaniu niepodległej Polski, w dążeniu do tego, by polscy rolnicy wiedli lepsze i godne życie. Proszę przyjąć wyrazy głębokiego szacunku za wszystko, co zawdzięcza Państwu nasza ojczyzna. Pragnę złożyć serdeczne gratulacje działaczom niezależnego ruchu rolniczego i związkowcom, którzy dzisiaj otrzymują za swoje zasługi wysokie odznaczenia państwowe. Jest dla mnie wielką satysfakcją, że po raz kolejny spełnia się to, co uważam za powinność mojej prezydentury. Aby uhonorować zasługi tych wszystkich, którzy wśród licznych trudów i poświęceń, a często skromnie i bezimiennie, torowali Polsce drogę do wolności. Pragnę wyrazić moje uznanie dla organizatorów dzisiejszej uroczystości za inicjatywę upamiętnienia naszych ważnych doświadczeń i dokonań. Raz jeszcze serdecznie pozdrawiam wszystkich zgromadzonych na rocznicowych obchodach w Zbroszy i życzę Państwu satysfakcji z pracy i działań podejmowanych na rzecz polskiej wsi i naszej ojczyzny.”….

W sierpniu 2010 r. – rocznica trzydziestolecia podpisania Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność” – TVP program 2 emitowała film dokumentalny pt.: „Bibuła” (scenariusz i reżyseria Jan Strękowski, zdjęcia Andrzej Adamczuk, producent Mirosław Chojecki). Autorzy filmu prezentują początki konspiracji i narodziny drugiego obiegu wydawniczego w PRL. W okresie 1976-1980 w Polsce ukazywało się około 100 czasopism. Podziemni wydawcy w tym czasie opublikowali prawie 300 tytułów. Średnio nakład wynosił od 1000 do 2000 egzemplarzy. Nielegalne pisma były drukowane i kolportowane nawet w małych miasteczkach i wsiach. Chętnych nie brakowało, choć ceną za konspiracyjną działalność były areszt, utrata pracy, wyrzucenie ze studiów, rewizje i obserwacje prowadzone przez agentów SB. Jednym z bohaterów filmu jest Stanisław Kalita (nagranie filmu w 2009 r.).

Historia o Stanisławie Kalicie posłużyła w 2010 r. uczniom Gimnazjum w Woli Mieleckiej, do pracy konkursowej „Odważmy się być wolnymi”. Celem IV edycji konkursu było odszukanie osób, które swoją działalnością w latach 1945″1989 przyczyniły się do demokratycznych zmian i pełnego odzyskania niepodległości przez Polskę. W kategorii szkół gimnazjalnych zajęli I miejsce w Polsce (napłynęło 300 prac), w składzie: Jarosław Hyjek, Angelina Węgrzyn, Danuta Zaręba. Ich opiekunem był Jerzy Flis (patrz na galerię fotografii). Wyniki konkursu ogłoszono 23 czerwca 2010 r. w warszawskim teatrze „Kamienica”.

 

Po katastrofie smoleńskiej w 2010 r. rozpoczyna budowę obelisku ku czci ofiar. Dnia 1 maja 2011 r. odsłania obelisk usytuowany na jego prywatnej posesji, naprzeciw domu w Trzcianie.

Mieszkanie Stanisława Kality, a w zasadzie pokój z kuchnią, to pomieszanie przeszłości z teraźniejszością. Porozrzucana bibuła z lat opozycji i dzisiejsze gazety, lampy kwarcowe, konspiracyjne sito drukarskie oraz komputer. Kartki z donosami agentów mieszają się ze spisywanymi wspomnieniami. Kalita zapala fajkę, otwiera małe czerwone pudełeczko i pokazuje z dumą Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Od 2009 r. jest wydawcą i redaktorem internetowego wydania „Ziemi Mieleckiej„. Od wielu lat rzemieślnik, teraz pasjonat zarówno hobbystycznych jak i praktycznych urządzeń.

Marek Podolski

Uzupełniono: 2017-06-16 16:37:31

Podziel się na:
  • Print
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter

25 rocznica śmierci ks. J. Popiełuszki

wróć do treści: S. Kality, J. Kopery, K. Bąka, E. Grzelaka, J. Dziekana, H. Lesia,

akta IPN – donosy

wróć do treści

akta IPN – internowanie

wróć do treści

akta IPN – rozpracowanie SB

wróć do treści

akta IPN – struktura SB

wróć do tekstu

dokumenty prywatne

wróć do treści

drukarnia

wróć do treści

fotografie

wróć do treści

inne biuletyny

wróć do treści: S. Kality, R. Skóry

NSZZ RI Solidarność Czermin

wróć do treści: S. Kality,

obelisk Smoleński

wróć do treści

pasjonat

wróć do tekstu: Marsjański pojazd, biogramu S. Kality,

strajk w Bydgoszczy

wróć do biogramu S. Kalita.

strajk w UG Czermin

wróć do treści: S. Kality, K. Bąka, J. Kopery, Strajk w UG Czermin.

wycinki prasowe i publikacje

Ziemia Mielecka

wróć do treści: S. Kality, R. Skóry, J. Kopery, W. Śpiewak, L. Krużla, J. Ćwięka, J.A. Dziekana, J. Dziekana, R. Sokólskiego, J. Leś,